czwartek, 7 marca 2019

❈Rozdział Piąty❈

Dziewczyna stała na korytarzu i wpatrywała się w portret. Tego dnia Mira wybrała dla niej delikatną, turkusową sukienkę ozdobioną jasnym haftem i uczesała w koronę z warkocza. W ręku trzymała książki, które zabrała z pałacowej biblioteki.
Już od kilku dni znajdowała się w zamku. Miała na imię Ilia i była zaginioną księżniczką. Wciąż wydawało jej się, że to tylko sen. Takie rzeczy zdarzały się przecież jedynie w książkach dla kobiet szukających prostej rozrywki. Gdyby zaraz pojawił się piękny książę, który zostanie jej mężem i ojcem gromadki uroczych dzieci, zaczęłaby się szaleńczo śmiać, pewna że postradała rozum do końca. Coś takiego tym bardziej było tylko bajką. Książęta z dalekich krajów istnieli tylko w romansidłach. Na kontynencie znajdowały się tylko dwie rodziny królewskie, jedna w głębi lasu, druga poza nim.
Na portrecie, któremu tak się przyglądała, znajdowała się ona wraz z rodzicami. Namalowano go kilka dni po jej dwudziestych piątych urodzinach. Teraz miała czterdzieści sześć, jednak zupełnie się przez ten czas nie postarzała. Po lewej stronie obrazu znajdowała się ubrana w złotą suknię, dostojna kobieta z bladoniebieskimi skrzydłami. To była królowa Malka, wróżka wody i jej matka.
Po prawej stał mężczyzna o łagodnym spojrzeniu. Miał rude, lekko nastroszone włosy, złote oczy i oliwkową cerę. Jego skrzydła przywodziły na myśl przezroczysty bursztyn. To był król Argus, wróż ognia i jej ojciec. Po środku stała Ilia, również wróżka ognia. Oboje rodzice trzymali dłonie na jej ramionach. Zdawali się bardzo kochać swoją córkę.
Król Argus zmarł osiem lat temu w pożarze. To właśnie jego szal bohaterka ściskała tamtej nocy w dłoni. Trwał bal z okazji urodzin księżniczki. W tym czasie narodziła się potężna bestia, która przejęła władzę nad słabszymi stworami. Jej armia przedarła się przez mury miasta. Każdy, kto potrafił walczyć, ruszył by bronić obywateli, Ilia i jej ojciec również. Tylko tyle było wiadomo. Następnego dnia po odparciu ataku znaleziono w zgliszczach jednego z budynków zwęglone zwłoki króla, a ślad po księżniczce zaginął.
Dziewczyna w końcu otrząsnęła się z zadumy, wcześniej patrzyła na ten portret już kilka razy. Skierowała się do swoich komnat. Weszła do pokoju, w którym znajdował się sekretarzyk, na jego blacie piętrzył się stos przeczytanych już ksiąg, które miała później zabrać służba.
Usiadła na krześle i otworzyła jedną z nowo przyniesionych lektur. Odkąd znalazła się w pałacu, większość wolnego czasu spędzała na przeglądaniu książek. Początkowo przesiadywała w bibliotece, jednak zbyt dużo osób jej tam przeszkadzało.
Czytało wszystko, od kodeksów prawnych i kronik, po książki kucharskie i zbiory baśni. Chciała się dowiedzieć jak najwięcej o kulturze ludu, dla którego na nowo stała się księżniczką. Wszystko było dla niej odmienne od tego co znała do tej pory, powiedziałaby nawet, że lepsze. Mogłaby o tym opowiadać przez wiele godzin, jednak nie było rozmówcy, który chciałby o tym słuchać. To, co było dla niej nowe, dla innych stanowiło od dawna znane fakty.
Tym razem jej wybór padł na atlas zielarski. Przyglądała się zdjęciom i opisom roślin, porównując to z wiedzą wyniesioną spoza lasu. Do tej pory myślała, że osiem lat temu była analfabetką, gdy po raz pierwszy znalazła się w pałacowej bibliotece zrozumiała jednak, że lud z lasu miał po prostu inny system pisma.
Język był ten sam, ale alfabety się różniły. Leśne znaki przypominały trochę stylizowane symbole geometryczne. Wyjaśniło się również, dlaczego nauczyła się płynnie czytać w dwa miesiące. Wcale nie była aż takim geniuszem, nauczenie się nowych liter było o wiele prostsze niż nauka czytania.
Gdy skończyła przeglądać atlas, postanowiła zrobić sobie krótką przerwę. Stanęła przed oknem i zaczęła wpatrywać się w ogród. Przyglądając się damom dworu po raz kolejny stwierdziła, że jej włosy, ścięte do łopatek, były tu nie na miejscu. Kobiety z wysokim statusem nosiły bardzo długie włosy, niekiedy ze starannie ułożonej, wymyślnej fryzury można było wywnioskować, że sięgały niemal do kostek. Utrzymanie takiej długości wymagało jednak mnóstwo wysiłku włożonego w pielęgnację.
Ilia wychodziła poza teren zamku jedynie po zmroku, w dzień przyglądała się miastu zza szyb, czasem wspinała się na dach, przyprawiając tym Mirę o zawał. Doskonale rozumiała, że póki co jej obecność wśród poddanych mogła być kłopotliwa. Już za dwa dni jednak miał odbyć się bal z okazji powrotu księżniczki. Zarówno jej matka jak i osobista służąca zapewniały, że po tym wszystko wróci do normy. Miała nawet wrócić do służby.
Dziewczyna stwierdziła, że znudziło jej się siedzenie przy biurku. Chwyciła kolejną książkę i skierowała się do sypialni. Położyła się na łóżku i zaczęła czytać. Tym razem padło na podręcznik kowalstwa.
Młoda służąca właśnie skończyła czesać Ilię. Makijaż również miała już nałożony. Dziewczyna przyjrzała się swojemu odbiciu w lustrze. Jej włosy zostały upięte w wymyślny kok. Na oczach znajdował się delikatny, perłowy cień do powiek, a usta podkreślała rubinowoczerwona szminka.
Bohaterka zdjęła koszulę, zostając w samej bieliźnie. Służki pomogły jej założyć sukienkę, która została uszyta specjalnie na tę okazję. Była zrobiona z błyszczącej, błękitnej tkaniny. Ubranie nie miało rękawów, a dekolt sięgał prawie pod szyję. Spódnica składała się z kilku warstw delikatnie przezroczystego materiału. Przód sięgał do połowy uda, a tył był tak długi, że ciągnął się po ziemi. Na plecach był puszczony materiał, który zasłaniał skrzydła i zlewał się z materiałem spódnicy.
Wszyscy jej to doradzali, chodź nie rozumiała dlaczego. Od pierwszego dnia wiedziała, że inne wróżki mają ją za kalekę, i że dostrzegą jej ułomność bez problemu. Jaki sens miało jednak zakrywanie skrzydeł? Zupełnie jakby utrata zdolności latania była powodem do wstydu. Poza tym, była pewna, że i tak już wszyscy wiedzą, że ich księżniczka nie lata.
Dziewczyna usiadła na pufie, aby służąca mogła założyć jej buty. Dobrane pod kolor pantofelki ze wstążką, która po zawiązaniu miała oplatać całe łydki, idealnie pasowały do sukienki. W czasie, gdy służka je sznurowała, Mira podała księżniczce krótkie rękawiczki bez palców z przezroczystego materiału i srebrną bransoletę na ramię. Bohaterka założyła ją tam, gdzie jeszcze niedawno znajdowało się ugryzienie wilkora. Teraz jednak nie było nawet śladu, leki wspomagane magią lasu działały o wiele szybciej niż te, które do tej pory znała.
Na koniec Mira nałożyła księżniczce na głowę niewielką tiarę. Ilia wyszła z komnaty, gdy była już gotowa. Wciąż nie mogła się wczuć w swoją nową rolę. Jeszcze nigdy się aż tak nie stroiła. Stanęła przed drzwiami do sali balowej, czekając aż nadejdzie czas na jej wielkie wejście. Była zdenerwowana, ale starała się tego po sobie nie pokazywać. Takie przyjęcia od teraz miały być częścią jej życia.
Dziewczyna nie bawiła się zbyt dobrze na balu. Czuła się wojowniczką, nie arystokratką. Trzy razy miała okazję gościć w pałacu w stolicy poza lasem. Musiała przestrzegać etykiety i protokołu, nawet dzieci władcy musiały traktować go jak króla, a nie jak ojca. Tutaj było jednak zupełnie inaczej. Nie było nic, co wypadało zrobić przed zwykłymi obywatelami, a nie wypadało przed rodziną królewską, a podczas rozmowy wystarczało być po prostu grzecznym i do czasu do czasu wplatać w wypowiedzi tytuł rozmówcy. Ona sama do swojej matki mogła mówić „mamo”, o do wuja, jeśliby tylko zechciała, „wujaszku”. Bardzo jej się to podobało.
Mimo wszystko trochę ją to męczyło. Starała się nie być niegrzeczna, jednak kończyła wszystkie rozmowy tak szybko, jak tylko się dało. Nie wiedziała o czym by miała rozmawiać z tymi ludźmi. Bała się, że powie coś nieodpowiedniego. Teraz, gdy przyjęcie trwało od dłuższego czasu, a goście pogrążyli się w zabawie, nareszcie mogła odetchnąć.
Podeszła do stołu z przekąskami i wzięła ciastko z owocami. Wcale nie miała uczulenia na mąkę, po prostu dla ludzi z lasu niemal wszystkie zboża były trujące, tutaj wszelkie wypieki piekło się z mąki dębowej lub kukurydzianej. Podobnie było z innymi jej domniemanymi alergiami. Działało to też w drugą stronę, wiele tutejszych przysmaków było trujące dla ludzi z pól. Nie mogli oni jeść ani mąki dębowej, ani niektórych przypraw.
Gdy zjadła, wzięła sobie kieliszek z winem i wyszła na balkon. Patrzyła się tępo przed siebie, ignorując odgłosy rozmów ludzi wokół. Oni też nie zwracali już na nią uwagi, co bardzo ją cieszyło. To był bal na jej cześć, naprawdę się starała, jednak nie potrafiła się dobrze bawić. Nie pamiętała, jak kiedyś sobie z tym radziła, teraz to było po prostu męczące.
Ci ludzie, jej poddani, były dla niej bardzo mili, jednak ona zbyt mało wiedziała o tym świecie, aby czuć się swobodnie. Cały czas ktoś podchodził do niej złożyć wyrazy szacunku, lub po prostu zapytać o to, co robiła przez te ostatnie osiem lat. Wszyscy wydawali się być zaciekawieni jej krótkimi opowieściami, ale rozmowa o tym sprawiała jej trudność. Nagle stała się księżniczką, odnalazła swoją rodzinę, zamieszkała w ogromnym pałacu, była adorowana, a służba spełniała wszystkie jej zachcianki. To brzmiało jak spełnienie marzeń, jednak ona nie potrafiła się tym cieszyć. Czuła się z tego powodu winna.
Już od dłuższego czasu nikt nie zwracał na Ilię uwagi, aby ktoś do niej podszedł tylko dlatego, że na moment została sama.  Bardzo jej odpowiadał ten chwilowy brak zainteresowania jej osobą. Postanowiła po prostu wyjść z przyjęcia.
Królowa Malka obserwowała, jak jej córka opuszcza salę balową odprowadzana przez pogardliwy wzrok kuzynki, która teraz brylowała w towarzystwie. Kobieta westchnęła, spodziewała się, że właśnie tak będzie. Odłożyła kieliszek i poderwała się z tronu, aby pójść za córką. W tym samym momencie jej brat chwycił ją za nadgarstek, aby ją powstrzymać.
– Sądzę, że chciałaby teraz zostać sama – powiedział.
– Masz rację, nawet nie wiem jakbym miała jej pomóc – odpowiedziała. –  Chyba nie bawiła się zbyt dobrze, musi ją to wszystko przytłaczać. ­­– Z powrotem opadła na siedzenie.
– Ciężko jest być księżniczką dla ludu, którego się nie pamięta – stwierdził.
– Do tego jeszcze ta służba wojskowa – westchnęła. – Co z tego, że fizycznie jest sprawna. Moim zdaniem to o wiele za szybko. 
– Mamy jeszcze kilka dni, już zacząłem ją przygotowywać.
– To, że nie pamięta reguł, wcale nie jest największym problemem. – Dopiła resztkę wina. – Nawet rodzina królewska nie powinna stać ponad prawem, ale skoro to prawo jest dziurawe, może powinniśmy dla niej zrobić wyjątek… Może by ją zwolnić ze służby, albo chociaż opóźnić powrót. Ludzie na pewno by zrozumieli…
– Jest silna, zniesie tę chwilę upokorzenia – starał się uspokoić siostrę. – Doskonale wiesz, że nawet jeśli sama o to nie poprosi z powodu dumy, i tak zostanie przeniesiona do innego oddziału. Od razu powinniśmy to zrobić, ale jej by się to nie spodobało.
– No właśnie. Zmieniła się, ale wydaje mi się, że ta część została po staremu. Ciężko będzie jej to wszystko zaakceptować, i tak trudno jej na nowo przystosować się do życia tutaj… Czuję się taka bezradna i nie podoba mi się to.
Królowa przywołała służącą gestem ręki i wzięła od niej kolejny kieliszek wina.
– Myślisz, że Ilia zechce zostać następczynią tronu? – spytał brat władczyni.
– Na razie się na to nie zanosi – stwierdziła. – Twoja córka może być spokojna. – Spojrzała w stronę swojej bratanicy, która wciąż starała się zostać w centrum zainteresowania.
– Niestety – westchnął. – Nie znam drugiej tak bezdusznej dziewuchy jak Lidia, to cud, że nie została jeszcze bestią.
– Mamy kilkadziesiąt lat, aby coś na to poradzić.
Kobieta wstała z tronu i ruszyła w stronę balkonu. Czuła, że nadciąga kolejny atak migreny, jednak nie wypadało jej wyjść tak wcześnie. Postanowiła się po prostu przewietrzyć. Jej złota, bogato zdobiona suknia ciągnęła się za nią po ziemi. To błękit był kolorem rodziny królewskiej, jednak ona lepiej się czuła w strojach w odcieniach żółci i złota.
– Wyjątkowo udane przyjęcie, nieprawdaż, królowo? – Zaczepił ją młody szlachcic.
– Owszem. – Uśmiechnęła się do niego. – Głównie dlatego, że okazja jest wyjątkowa.
– Nie mogę nigdzie znaleźć księżniczki Ilii – stwierdził po chwili. – Chciałem jeszcze posłuchać o jej niezwykłych przygodach.
To, że dziewczynie przez osiem lat udało się ukrywać wśród ludzi z pól, i do tego poznać ich kulturę, budziło niemałą sensację. Nikogo nie obchodziło, że straciła pamięć i nie potrafi się odnaleźć w towarzystwie. Wystarczyło, że była ich księżniczką, aby mogła się cieszyć miłością poddanych. Wiele osób chciało wysłuchać jej opowieści, jednak ona nie mówiła o tym zbyt dużo.
– Na pewno jest tu gdzieś w pobliżu – skłamała władczyni.
Ilia wyszła z biblioteki niosąc kolejne książki. Kierując się do swoich komnat minęła odnogę korytarza, w której jeszcze nie była. Mimo że nigdy nie zapuściła się do tamtej części pałacu, doskonale wiedziała, co tam się znajduje. Nie mogła tego odkładać w nieskończoność, poszła w tamtym kierunku. Po kilku minutach doszła do schodów prowadzących do krypty. Bez trudu odnalazła grób swojego ojca.
Stanęła przed bogato zdobioną, kamienną trumną. Na podeście za nią stał wazon z wykonanymi ze srebra różami, księga w zdobionej okładce oraz stojak z mieczem. Sądząc po jego wyglądzie, król nie miał go przy sobie w chwili śmierci. Był nawet w o wiele lepszym stanie niż jej dawne ostrze. Starała się o nie dbać, ale po prawie sześciu latach użytkowania niebieskie zdobienia straciły swoje piękno, a ona nie miała czasu oddać go do renowacji, zwłaszcza że cały czas idealnie nadawał się do walki.
Bohaterka spojrzała na ogromny portret władcy. Widząc jego oblicze, zawsze odczuwała jakiś rodzaj fascynacji, jednak nie potrafiła poczuć żadnych emocji wobec niego. Mężczyzna był teraz dla niej zupełnie obcym człowiekiem, nie potrafiła za nim tęsknić. Nie czuła się też winna z tego powodu.
Stała tam przez chwilę, pogrążając się w zadumie. Próbowała też przywołać jakiekolwiek wspomnienia, jednak wciąż odczuwała pustkę.
– Nigdy wcześniej tu nie przychodziłaś. – Dziewczyna usłyszała za sobą głos Miry.
– Poczułam, że w końcu powinnam – odpowiedziała, odwracając się w jej stronę. – Czy mogłabyś mi opowiedzieć o moim ojcu? – poprosiła po chwili.
– Byliście ze sobą bardzo blisko – zaczęła służąca. – Zawsze starał się znaleźć dla ciebie czas, królowa także, oboje bardzo cię kochali. Z królem spędzałaś jednak więcej czasu. Świetnie się ze sobą dogadywaliście. Zrobiłby dla ciebie wszystko, bronił cię nawet, gdy po raz kolejny zrobiłaś jakąś głupotę. Pomógł ci nawet w kilku psotach. Twierdził, że bez twoich figli życie w pałacu stałoby się nudne.
– Jakim był królem?
– Poddani go kochali. Był naprawdę ciepłym człowiekiem, gdyby było inaczej, królowa nigdy nie wybrałaby go na swojego męża – stwierdziła. – Wszystkim go bardzo brakuje.
Dziewczyna westchnęła, ta opowieść również nie pobudziła jej pamięci. Byłoby jej o wiele łatwiej, gdyby przypomniała sobie cokolwiek, na razie jednak nic z tego nie wychodziło i nie zanosiło się na to, aby w najbliższym czasie się udało.
– Miro, jestem zmęczona dzisiejszym dniem – powiedziała po chwili ciszy. – Chciałabym wziąć kąpiel.
Służąca wyszła ze swoją księżniczką z krypty i zaprowadziła do jej komnat, po drodze prosząc inną służkę o przygotowanie wszystkiego. W czasie, gdy wanna napełniała się wodą, Mira wyjęła bohaterce wszystkie ozdoby z włosów oraz pomogła zdjąć buty i sukienkę.
Dziewczyna weszła owinięta w szlafrok do łazienki, w momencie, gdy służebne kończyły swoją pracę.
– Miro – powiedziała, gdy już zostały same. – Sama sobie poradzę.
– Ale co z twoim skrzydłem? – spytała. – Będzie ciężko nasmarować ci je samodzielnie.
– Jestem pewna, że jakoś dam radę.
– Jesteś naszą księżniczką, nie musisz nam udowadniać, jaka jesteś silna – stwierdziła tonem nieznoszącym sprzeciwu.
– Masz rację – odpowiedziała cicho.
– Zaczekam pod drzwiami.
– Nie musisz, po prostu przyjdź za godzinę do mojej sypialni.
– Jak sobie życzysz, księżniczko.
Gdy Mira wyszła, Ilia rozebrała się i usiadła w wannie, rozkoszując się ciepłą wodą. Tego dnia postanowiła przestać kurczowo trzymać się przeszłości, której i tak nie pamiętała. Znowu miała zamiar samodzielnie się myć, czesać, ubierać, a przede wszystkim wybierać stroje. Śniadania do łóżka też nie były jej potrzebne do szczęścia. Wolała jeść w jadalni.
Możliwe, że kiedyś była przyzwyczajona do takiego traktowania i jej to nie przeszkadzało. Teraz było inaczej. Na nowo miała się stać księżniczką, ale musiała to wszystko zrobić po swojemu.
Daniel znajdował się w głębi lasu od ponad tygodnia. Na początku nie mógł się nadziwić jej pięknu, jednak zdążył już przywyknąć. Każdą noc przesypiał skryty wysoko w gałęziach drzew, mając nadzieję, że to wystarczająca ochrona przed bestiami. Natknął się na nie kilka razy za dnia, za każdym razem udało mu się obronić za pomocą łuku.
Odkąd trafił na niewielką rzekę, cały czas szedł wzdłuż jej koryta. Był pewien, że idzie w dobrym kierunku, zwłaszcza że spostrzegł  ślady, które niewątpliwie zostawiła jego przyjaciółka. Od dawna jednak nie natrafił na żaden znak. W końcu podjął decyzję, że następnego dnia oddali się od strumienia.
Nagle powaliła go fala uderzeniowa, zamroczyło go na chwilę. Gdy próbował się podnieść, jego wzrok padł na czyjeś buty. Spojrzał w górę, przed nim stał rosły mężczyzna o ciemnej skórze i nienaturalnie gęstym zaroście. W dłoni trzymał siatkę rybacką.
 Daniel wstał powoli, starając się nie prowokować przybysza. Gdy został otoczony przez kolejnych ludzi lasu, uniósł ręce do góry, pokazując, że nie ma złych zamiarów.
– Ja tylko szukam przyjaciółki – podjął niepewnie. – Jest jedną z was.
Odpowiedziała mu cisza, wszyscy wpatrywali się w niego z wrogim wyrazem twarzy. Człowiek z pól nie miał prawa zapuszczać się do głębi lasu.
– Ma rubinowe włosy i jasną cerę. – Mówił coraz ciszej. – Ma skrzydła zupełnie jak ważka, ale często chodzi w czarnym płaszczu. Gdy ostatnio ją widziałem, miała na sobie elegancką, błękitną sukienkę.
Chłopak przeczuwał, że znalazł się w nieciekawej sytuacji, Żaden z ludzi z lasu się nie odezwał. Przyglądali mu się za to, starając się pokazać, że nie są zadowoleni ze spotkania intruza na ich terenie.
– Przepraszam, że przerwałem wam w połowach, ale naprawdę nie mam złych zamiarów – wyjąkał. – Ja tylko szukam mojej przyjaciółki. – Zaczął grzebać w torbie, w poszukiwaniu swojego szkicownika.
Chciał im pokazać jeden ze szkiców, który przedstawiał portret wojowniczki. W momencie gdy odnalazł odpowiednią stronę, dostał wiadrem w głowę. Upadł na ziemię i po chwili stracił przytomność.


No i mamy kolejny rozdział. Jestem z niego całkiem zadowolona, a to podejrzane. W tej części postanowiłam przedstawić trochę zasad i obyczajów panujących w głębi lasu, w kolejnym mam zamiar zrobić to samo. Starałam się też lepiej oddać emocje, które odczuwają bohaterzy, mam z tym chyba jeszcze większy problem niż ze scenami walki. Postanowiłam dodać też kolejny wątek z pierdołowatym Danielem i jego nieudolnymi poszukiwaniami.
Nie było wiele akcji i standardowo miałam problem, aby ukazać problemy bohaterów tak, aby nie były ani płaskie ani żałosne, ciężko jest znaleźć ten środek. Dajcie znać, co myślicie.
Na koniec mam pytanie do ludzi, którzy sami piszą blogi. Jak macie równą liczbę odwiedzin, to też macie schizy, że ktoś pomyśli, że sami sobie je nabijaliście dla lepszego efektu?